poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 11

Dwa miesiące pózniej...

Rosie pov
Jestem już z Bradem dwa miesiące jesteśmy razem szczęśliwi, czasem się sprzeczamy ale najczęściej zaraz się godzimy.
Jutro wigilia klasowa, a co za tym idzie ostatni dzień i mamy wolne od szkoły. Tydzien temu wraz z klasą umówiliśmy się co każdy przyniesie na nią. Ja miałam upiec ciasteczka, Stevi zaś była odpowiedzialna za reszte zakupów, a Brad z James'em przyjść wcześniej i udekorować salę. Z tego co wywnioskowałyśmy wraz ze Stevi za dużo razem nie zdziałają, więc postanowiłyśmy przyjść i im pomóc. Siedziałam w swoim pokoju i pakowałam prezent dla Camili...no niestety musze Wam powiedzieć że ją wylosowałam...A propo losowania Brad wylosował mnie. Przynajmniej jedna dobra rzecz. Skończyłam pakować prezent i postanowiłam naszykować ubrania na jutro. Postanowiłam, że założe czarną baladówke z wysokim stanem, białą bluzke i sweterek.
  Po naszykowaniu się na jutro poszłam wziąć prysznic, było dość wcześnie około 22 ale postanowiłam pójść spać. Jutro miałam wraz ze Stevi wstawić się w szkole o 7...tak dokładnie tak wcześnie, gdyż James uważał że im szybciej udekorujemy tym dłużej będziemy siedzieć i jeść. Jak dla mnie za wcześnie, no ale co zrobisz z tak żarłocznym James'em.
                  *   *   *  
Obudziłam się o 6:00, oczywiście wraz z pomocą budzika...Mimo to wstałam z uśmiechem i poszłam do łazienki ubrałam się, umalowałam a włosy pozostawiłam rozpuszczone.
Ku mojemu zdziwieniu zajeło mi to mało czasu dzieki czemu, jak nigdy udało mi się spokojnie wypić poranną kawę. Po wypiciu spakowałam ciasteczka do torby i prezent dla Camili po czym wyszłam z domu. Poszłam na miejsce w którym umówiłam się z przyjaciółką. Czekałam na nią chwile, gdy ją zobaczyłam uśmiech nie znikał mi z twarzy. Niosła prezent który wyglądał jak wielki cukierek.
- Stev co ty tam niesiesz ? - nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Rosie błagam Cię nic nie mów, nawet nie wiesz jak się meczyłam przy pakowaniu.
-A co ty tam masz?
- Jak to co piłke do nogi kupiłam...
- To dobrze już myślałam że chcesz zespuć formę James'a i kupiłaś mu tyle słodyczy.
- Nie coś ty ...
  Nie wiem czy Wam spomniałam Stevi wylosowała Jamesa. Dalej do szkoły doszłyśmy śmiejąc się z różnych rzeczy. A że nie miałyśmy daleko do szkoły do za chwile znalazłyśmy się w budynku. W szatni zastałyśmy Nicol, która postanowiła że na Nas poczeka i pójdziemy razem. Rozebrałyśmy kurtki i buty po czym ruszyłyśmy na górę. Nim doszłyśmy do klasy mineliśmy pełno znajomych, którym złożyłyśmy życzenia. Doszłyśmy do sali, drzwi były otwarte a Nas zamórowało. Sala była przystrojona a krzesła i stoły ustawione, a Brad z James'em stali uśmiechnięci od ucha do ucha patrząc na Nas.
- Who...nie wiedziałam że dacie sobie obaj rade...
- Widocznie źle myślałaś skarbie- powiedział do mnie Brad po czym podszedł do mnie i cmoknął w policzek.
- Oj to nie wiem...coś musi się za tym kryć...coś poszło nie tak...prawda James?- spytałam chłopaka
- No wiesz...tak jakby...
- No streszczaj sie nie mamy czasu...
- Nie mamy ani jednego obrusu....
-Echh ....skąd ja to wiedziałam?Na wasze szczęście wziełam go z domu.
Chłopaki usiedli, a my wzięłyśmy się do pracy.
Po nałożeniu obrusu i ułożeniu słodyczy na talerzykach zaczeliśmy rozmawiać z chłopakami na różne tematy i jak się okazało Nina ( nowa kolerzanka ) zakochała w wysokim  blondynie z naszej klasy,który na imię miał Tristan .Gdy rozmowa na temat Niny i Tristana zaczęła się rozkręcać, reszta klasy się zebrała i musieliśmy skończyć. Jednak umówiliśmy się, że skończymy wieczorem na kawie.
Usiedliśmy do stołu, nasza wychowawczyni złożyla Nam życzenia i zaczęliśmy łamać się opłatkiem z innymi. Wszystkim smakowały moje ciasteczka, zjedliśmy to co przyszykowaliśmy po czym zaczęliśmy wymieniać się prezentami. Dostałam od Brad'a,  piękny złoty łańczuszek z serduszkiem, a na odwrocie była wygrawerowana data dnia, w którym zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byłam bardzo szczęśliwa i zaskoczona. Przytuliłam się do Brada, a kilka łez spłynęło mi po policzku.
Już zawsze moge spędzać tak święta...




Od Autorki:
Rozdział świąteczny :D jednak troche opózniony...
Mimo to mam nadzieję że Wam się spodoba. Nie ukrywam że rozczarowaliście mnie...komentarzy coraz mniej albo wcale...bardzo dziekuje Aleksandrze  za komentarz ktory dal mi kopa i dzieki temu napisalam ten rozdzial. Nie bede ukrywac z poczatku pisalam z checia...i przyjemnascia teraz gdy przystaliscie czytac i komentowac odechcialo mi sie. Przepraszam. Nie zawiesze opowiadania jednak nie wiem czy beda pojawiac sie regularnie...ten rozdzial jest mega opozniony za co przepraszam ale nie mialam czasu. Postaralam sie jednak i troche dluzszy....
Mam nadzieje ze wezmiecie to pod uwage i moze skomentujecie....

czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 10

Moje rozmyslania przerwaly krzyki za oknem...
                  *  * *
Wstałam i wyjrzalam przez okno , szczeka mi opadła z wrazenia. Zobaczylam Brada śpiewajacego piosenke. Otworzylam okno by lepiej slyszec slowa " If you wants words to get your mind at rest to night
Conne and shout about it
We can talk for 100 miles and drive where you're less surrounded
Cause I can see that the candle you hold inside has a claud around it
How can a heart like yours be that high and dry . When it burns the brightest?..."

Brad's pov
Zaśpiewalem Rosi piosenke , ktora pisalem przez bite dwie godziny i zatytulowalem ja " Shout about it". Mysle ze oddawala to co do niej czuje
-I jak ci sie podoba? - spytałem wspinajac sie na jabłon .
- Była piękna! - przyznała i rozplakala sie ,a ja stwierdzilem ze to dobra okazja by sie jej zapytac.
-Rosi, czy uczynilabys mi ten zaszczyt i zostala moja dziewczyna?
-Jezu... Brad nie wiem co powiedziec-rzekla a ja spuscilem wzrok
-Rozumiem
-Ej ale ja sie zgadzam -gdy to powiedziala pocalowalem ja a ona odwzajemnila pocalunek...
  

O Jezu !!! Strasznie Was przepraszam że taki krótki i wgl ..ale wiecie koniec semestru i takie tam i prostu  ani ja ani S.  która pisze ze mna te rozdziały nie mamy czasu i weny 
Najczesciej nie ma takich dlugich albo w terminie z powodu tego że NIE MA KOMENTARZY i zastanawiam się nad ZAWIESZENIEM bloga...bo po co go prowadzić skoro Was to nie interesuje i nie zostawiacie komentarzy
Do nastepnego.

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 9

Oddałam mu pocałunek....to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.Całowaliśmy się dalej, gdy nagle ktoś wszedł do schowka......
                   *  *  *
Stevi pov
Rosie poszła z Bradem do jakiegoś schowka na szczotki...dziwne...ale chłopak wyglądał na zdenerwowanego.Moje rozmyslania przerwał James, który właśnie się do mnie przysiadł.
- Cześć, piękna- powiedział cmokając mnie w policzek.
-Heej
- Na kogo tak czekasz, co?
- Na Rosie poszła z Bradem porozmawiać...
-To co masz taką niespokojną mine?
- Noo...bo poszli do schowka na szczotki, Brad był mega zły na Rosie no i nie wracają od 15 minut....
- To chodzmy sprawdzić czy się nie pozabijali- powiedział rozbawiony James.
Wstaliśmy z naszych miejsc i poszliśmy do schowka.Chłopak otworzył ostrożnie drzwi i to co tak ujrzeliśmy zszokowało Nas obu....
                *   *   *
Rosie leżała na Bradzie i całowali się w najlepsze....nie mogłam w to uwieżyć.Myślę że James tak samo.
- Łooo !! No prosze, prosze - krzyknął James, a Rosie i Brad odskoczyli od siebie i próbowali jak najszybciej wstać z podłogi. Co mnie bardzo rozśmieszyło.
- Tooo...nie tak jak myślicie - powiedziała Rosie. Zadzwonił dzwonek na lekcje.
- Dobra nie wiem jak to było,pózniej nam powiecie.Idziemy na lekcje....-powiedziałam wychodząc ze schowka z Jamesem.

Rosie pov
Chciałam jak naszybciej wyjść z tego pomieszczenia i udać się na lekcje....niestety Brad złapał mnie za ręke, a znak żebym poczekała.
- Rosie..nic się nie stało...
- Brad wiem...ale nie musieli tego widzieć...chodzmy na lekcje.
Poszliśmy na lekcje na szczęście była to ostatnia.Jak najszybciej chciałam wrócić do domy unikając rozmowy ze Stevi.
Udało mi się, po lekcji odrazu poszłam do domu. Dzień minął mi zwyczajnie, zjadłam obiad potem sobie pośpiewałam i przyszedł czas na lekcje i nauke. Nie znosiłam tego coraz bardziej...nie mogłam się skupić. W końcu po wielkiej morderce udało mi się dobiec do końca odrabiania lekcji.
Nie miałam już siły na nic...dochodziła 19 jednak byłam tak padnięta że poszłam zrobic sobie kolacje. Wróciłam do pokoju i opadłam na łóżko...a to dopiero środa....
Moje rozmyślania przerwały krzyki za oknem...

Kochani ! Miał być długi jednak mam taki zapierdziel w szkole tyle nauki sprawdzianów i wogóle. Wiec postanowiłam podzielić to na 2 części..
Mam nnadzieje że mi to wybaczycie a takze to że jest z małym opóznieniem obiecuje że to już się nie powtóży....
Licze na Wasze komentarze z opiniami !!
Do CZWARTKU kochani :-)

środa, 3 grudnia 2014

Kochani!

Z powodu że obiecałam długi rozdział ....przepraszam ale wymaga on troche poprawek wiec ukaze sie jutro ( 4.12.14) :-) przepraszam ale zapraszam Was jutro !